Forum Wyprawa Do Zaginionego Miasta Strona Główna

Misja Dyplomatyczna
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Wyprawa Do Zaginionego Miasta Strona Główna -> Misja Dyplomatyczna [Savriti]
Autor Wiadomość
Pokrzyk
Pokrzyk - Druid



Dołączył: 12 Wrz 2005
Posty: 346
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Hę? o_O

PostWysłany: Wto 23:22, 26 Lut 2008    Temat postu:

Karminowe plamy migały przed nieprzyzwyczajonymi jeszcze wciąż do patrzenia oczyma anioła. Auriel przysiadł nad jedną z kałuż. Delikatnie zbliżył prawą rękę do krwi. Chciał jej doświadczyć.
Była gęsta, ciemna, karmazynowa. Wypływała z rany umierającego człowieka ciągłym strumieniem. Jakby... jakby tworzyła rzekę, rozlewającą się w jezioro. Zamoczył wskazujący palec w posoce i roztarł ją o kciuk. Przysunął dłoń do nosa. Pachniała dziwnie... Odrażająco. Strzepnął szybko krople krwi z ręki, ale to nic nie dało - gęsta ciecz została na opuszkach jego palców.
Podszedł do trawy i wytarł o nią wskaziciel i kciuk. Zielona, soczysta barwa nagle zmatowiała, stała się... dużo ciemniejsza. Zgniła. Zepsuta. Odrażająca. Auriel odsunął się.

Wrócił na swoje pierwsze miejsce. Usiadł przy drzewie i wbił wzrok w fokstrotową plamę na trakcie.

Zapadał zmrok. Chociaż nic nie robił podczas walki, to jednak czuł pewne zmęczenie. Choć może to złe słowo. Czuł raczej znużenie i zniechęcenie. Wolał opuścić to miejsce - ono napawało go odrazą, odrzucało od siebie i jednocześnie mówiło: "Zostań tu na zawsze". Te wszystkie ciała mogłyby teraz wykrzyknąć krótki epigram:
Quisquis ades, qui morte cades, sta, perlege, plora!
Sum, quod eris, quod es, ante fui, pro me, precor, ora!
*

Zapadał zmrok. Te wysokie stworzenia juczne, które śmiertelni nazwali equis**, uciekły. Nie do końca rozumiał, co to oznaczało dla nich, jakie to mogło mieć skutki w dalszej podróży, ale stwierdził, że skoro były, na pewno miały swój cel. Przecież wszystko ma swój cel.

Zapadał zmrok. Postawił sobie sprawę jasno - kończy się jego czas, nadchodzi czas anioła nocy - Leliela***. Auriel musiał ustąpić, ale nie schodził całkowicie ze sceny - wszak władał światłem, a gwiazdy i księżyc również promienieją. Kiedy o tym pomyślał, czuł się bezpieczniej i jakoś tak... spokojniej.

Nagle sobie o czymś przypomniał. Nerwowo zaczął się oglądać. Nigdzie jej nie było. Gdzie się podziała? Gdzie się schowała?! Zerwał się na równe nogi i zamknął oczy. Próbował ją wyczuć.
Uch - udało się. Istota była bezpieczna i nic Jej nie groziło. Powoli zbliżał się do swojego podopiecznego. Chciał być blisko kogoś, kogo zna. Ten dzień go znacznie przerósł. Będąc na Planach Niebiańskich nie zdawał sobie sprawy z tego, że życie śmiertelnika jest takie trudne... Przecież w każdej chwili ktoś może cię napaść i... Strach pomyśleć. Więc anioł przestał. Zaczął zamiast tego napawać się ciepłem, które biło z duszy Istoty.





---------
* Kimkolwiek jesteś, który upadasz pod jarzmem śmierci, stań, patrz, krzycz!
Jestem, kim będziesz; kim jesteś, wprzód byłem - za mnie, proszę, módl się.
** equus, -i - koń; equis - forma narzędnikowo-miejscownikowa, oznacza "końmi".
*** główny patron nocy; również spotykany pod imieniem "Laila".


Ostatnio zmieniony przez Pokrzyk dnia Śro 14:44, 27 Lut 2008, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
SamboR
Yeovick Immershwitz



Dołączył: 13 Wrz 2005
Posty: 399
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Steinau an der ODER

PostWysłany: Śro 12:34, 27 Lut 2008    Temat postu:

Czerwonorody

"Pierdolone długouchy!" - ryknął krasnolud -"Śmieciaże zawszone, wiewiórkojeby zatracone, nawet krztyny złota przy sobie nie mieli! Arrggh. To nie ykonomiczne takie bitki, co łupu nie dają." - krasnolud splunął na truchła. "A ty zielony?! Po kiego zatłukłeś tego nieszczęsnego idiotę?! Tak byśmy wytropili tę bandę zawszonych popaprańców, synów kozy i barana, wyrżnęli w pień, zebrali ich pieniądze, zgwałcili kobiety, następnie zabili ich kobiety i zabrali wszystko, co cenne. A TAK?! Nic, gówno, nihil!" - krasnolud stwierdził z zadowoleniem, ze wtręt zasłyszanego niegdyś słowa doda powagi jego słowom. "Yhhh, czemu, czemu muszę pracować z taką bandą półgłówków, bezmózgów i szczurów lądowych?!" - Czerwonobrody nie zwracał zupełnie uwagi na tego paniczyka, którego mieli być obstawą. A jechał go sęk.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Farna




Dołączył: 16 Lis 2005
Posty: 244
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pon 10:36, 03 Mar 2008    Temat postu:

Shalael Kassim

Jego czar poskutkował, trochę za bardzo, gdyż poza przeciwnikiem oszołomił także tego bezmózgiego orka, ale na szczęście nie skończyło się to dla zielonego towarzysza śmiertelnie. Walka dobiegała końca, Shalael zadał cios uciekającemu przeciwnikowi rozcinając mu klatkę piersiową po czym rozejrzał się i nie było już nikogo. Świst bełtów, odgłos kamieni walących w pancerze, ryki rozpłatywanych przeciwników, modlitwy leżacych, jęki umierających ucichły. Wszystko tak nagle ucichło.

Wielki czarodziej wiedział, że trzeba opatrzyć rannych, poszukać miejsca na schronienie, może i nawet pogrzebać martwych, lecz teraz nie miał na to siły. Czar który dodał mu tak nadnaturalnej siły zanikał, wykorzystał niesamowicie ogromny potencjał magiczny w trakcie tej walki, oraz dostał ze dwa razy kamieniami z procy. Teraz miał siłę tylko usiąść i odpocząć. Dlatego też schował miecz do pochwy i usiadł opierając się o drzewo. Adrenalina uchodziła, serce zaczynało bić wolniej. Czuł także, że obecność anioła go niemalże leczy. Pamiętał, że dostał w plecy z procy, nawet słyszał jak kamień uderza o jego napierśnik, jednak nie czuł bólu. Wiedział, że pancerz go troche zniweluje, ale on w ogóle nic nie czuł. Tak jakby ból go opuścił. Dziwne uczucie, ale pomyśli nad nim kiedy indziej. Teraz patrzył pół otwartymi oczami na towarzyszy i modlił się o to, aby go zostawili w spokoju. Chociaż wiedział, że jego odpoczynek nie będzie trwał długo.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Savriti
Administrator
Administrator



Dołączył: 19 Sie 2005
Posty: 327
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Śro 20:57, 05 Mar 2008    Temat postu:

Przez parę minut wszyscy siedzieli osobno i odpoczywali. Każdy chciał zaczerpnąć tchu i nikomu nie chciało sie gadać. Mećczyźni byli jacyś markotni. Wszyscy prócz krasnala nie mieli na nic siły. Przerwa przedłużała sie i Elianowi zaczynał przeszkadzać smród krwi. Postanowił przejąc inicjatywe w grupie:
-Panowie, chyba musimy sie stąd ruszyć. Niedługo obsiada nas muchy, tak tu smierdzi. Przeniesmy sie kawałek dalej i rozłożmy na noc.
Nie czekając na reakcje reszty pozbierał swój sprzet i ruszył traktem. Natychmiast na nogi poderwał sie Torlik.

Jakis kilometr od miejsca rzezi i rozłożyli sie na oboz. Była tam małe zakole, czesto używane jako miejsce pod oboz. Mozna bylo zauwazyc slady po paleniskach. W dzień musiało tu docierac wiecej słońca - trawa była soczysta i rosły kwiaty. Zmrok już zapadł i pojawiły się pierwsze gwiazdy. Torlik rozpalił ognisko i przyżądzał jedzenie. Nie wiele produktów zostało. Wszystko było na koniach, które uciekły. Torlik miał schowane po kieszeniach trochę smakołyków jak kiełbasa czy ser, ale reszta przepadła. Nie było nawet posłań i koców. Noc zapowiadała się chłodna i wilgotna.


Ostatnio zmieniony przez Savriti dnia Pią 20:59, 07 Mar 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pokrzyk
Pokrzyk - Druid



Dołączył: 12 Wrz 2005
Posty: 346
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Hę? o_O

PostWysłany: Pią 22:15, 07 Mar 2008    Temat postu:

Zapadał zmrok. Powoli wielka ognista kula chowała się za linię Krańca Świata. Anioł już dawno stracił Słońce z oczu - wielkie korony drzew liściastych i rozłożyste gałęzie iglastych zasłaniały widok.

Wieczorem świat się zmienia. Barwy się zmieniają. Wszystko staje się bardziej... szare. Nie - szaro-niebieskie. A w zasadzie ciemne i szaro-niebieskie. Takie zimne. Aurielowi wcale nie spodobał się zmierzch. Zastanawiał się, jak głęboka będzie nieprzejrzystość nocy. Czy barwy staną się wtedy czarne?

Wbrew pozorom, mimo iż Auriel był aniołem światła, wcale nie miał negatywnych odczuć względem zapadającego mroku. Owszem - ta pora dnia nie podobała mu się tak bardzo, jak dzień, a zwłaszcza południe, ale ani trochę nie wzbudzała w nim złych emocji.
Komuś mogłoby się to wydawać dziwne - jak to? przecież anioł światła powinien nienawidzić nocy, ponieważ mrok jest przeciwieństwem blasku!
Ciekawe, w której mądrej księdze ludzkich kapłanów jest zapisane to prawidło... Otóż nie - Auriel wcale tak nie rozumował. Jego myśli podążały w całkiem innym kierunku: noc nie jest opozycją dla dnia. Jest tylko jego uzupełnieniem. To tak, jakby powiedzieć, że jedno ogniwo łańcucha jest opozycją dla sąsiedniego. Bzdura. Gdyby nie było nocy, nikt nie doceniłby poranka, południa czy pięknego zachodu słońca. Nikt nie doceniałby dziennych upałów, ponieważ nie znałby wieczornego chłodu. Poza tym... co za głupie tłumaczenie: ciemność wyklucza jasność. Czy może bardziej precyzyjnie: mrok jest antonimem światła. Hmm... Auriel skorygowałby to powiedzenie w ten sposób: mrok to pewien stan rzeczy, który istniał od zawsze. W mroku powstało światło, stworzone przez bogów. Mrok był odwieczny, światło odboskie. Dlaczego więc te dwa pradawne, ale nie równie stare!, twory miałyby się zwalczać? Mrok to po prostu naturalny stan świata. Światło tylko rozprasza mrok, ale na danym obszarze. Gdzieś indziej - w tym samym czasie - również panuje ciemność. I tej ciemności nic do tamtego blasku. Ciemność, mrok, noc czy jakikolwiek inny synonim jest po prostu stanem bez światła. Więc znów można zauważyć komplementarność, o ile w tym przypadku to dobre słowo.

Rozbili obóz. Jeden z mężczyzn rozpalił ogień. Ogień był źródłem światła. Przy ogniu Auriel czuł się jak w domu. Postanowił jak najczęściej podróżować z ogniem. Zastanawiał się tylko, jak go umieścić w kieszeni... Och, to chyba był najmniejszy problem - grunt to wiedzieć, jak ten ogień wywołać. Dlatego anioł uważnie przyglądał się ruchom starszego gwardzisty. Później w myślach przypominał sobie kolejne sekwencje. Wreszcie odkrył jedną z funkcji oczu - one działały jak kartka papieru - wystarczyło się czemuś dokładnie przyjrzeć, aby na tabula rasie umysłu odcisnąć odpowiednią runę obrazu. A nawet więcej - wielu obrazów. Wielu, czyli: tysięcy, ba! - może nawet milionów! Auriel z tego odkrycia bardzo się cieszył. Był z siebie dumny.

Zauważył, że tę funkcję oczy już wcześniej wykorzystał - mianowicie podczas tej potyczki z leśnymi napastnikami. Obserwował wtedy Istotę. Czuł, że z Jej ciała wypływa energia magiczna, ale nie wiedział, skąd się ona brała. Spostrzegł jednak, że pewne określone efekty wywoływały konkretne gesty, przedmioty i słowa. Gesty wykonywane z użyciem przedmiotów podczas wypowiadania słów. Dokładnie tak to wyglądało...
.
.
.

Ukrył się trochę przed ewentualnymi strzelcami i sięgnął po sakiewkę z wyszytym uśmiechem. Wyciągnął z niego ciastko oraz pióro. Ciastkiem rzucił w jednego z rosłych i jeszcze nieranionych bandytów, a piórkiem zaczął wymachiwać powietrzu wypowiadając słowa "Jiala zhah natha z'ress".
.
.
.

Auriel oparł swoją włócznię o drzewo i sięgnął do pasa - tak samo jak Istota. Wisiała tam pusta sakiewka. Wcześniej nie wiedział, do czego służyła - wziął ją, ponieważ wszyscy śmiertelnicy takie nosili, jego zadaniem było w miarę możności upodobnić się do śmiertelników oraz do ich wyobrażenia anioła. Odwiązał sakiewkę.
Ponownie chwycił swoją Aequitas i bez słowa ruszył w las.

Przeszedł kilkanaście kroków - tyle, aby nie tracić z oczy blasku paleniska. Schylił się do ziemi. Zastanowił się. Czego szukał?
Przydać mogło się wszystko - piórko, jakaś jasnobrązowa masa, trawa, kora, liście... ale to wszystko mu jakoś nie pasowało.

Gdzieś w odległości półtorej łokcia coś błysnęło w trawie. Podszedł tam. Światło księżyca i gwiazd odbiło się od gładkiej powierzchni kamyczka. Podniósł go i schował do woreczka. Zebrał jeszcze dziewięć takich kamyczków.
Pamiętał, że bardzo podobała mu się woda. Ona, podobnie jak kamienie, odbijała światło. Hmm... tylko skąd teraz wziąć wodę i jak ją zapakować do sakiewki? Ach, dobrze - o tym pomyśli później. Rozejrzał się jeszcze dookoła... Gdzieś na ściółce leżał spory, podłużny, biały kamień. Uniósł go. Do drugiej ręki wziął drugi kamień. Chciał odłupać kawałek białego. Sporo gruda opadła na ziemię, a w ślad za nią podążył drobny biały pył. Na drugim, ciemnym kamieniu pozostała biała rysa. To się spodobało Aurielowi - biały pyłek zostawiał na innych częściach Natury ślady. Schował kawałek białego kamienia.
Jeszcze przez chwilę błądził po lesie w poszukiwaniu innych ciekawych kamyczków, ale nic więcej nie znalazł. Postanowił zostawić jeszcze miejsce dla innych przedmiotów, wywołujących moc.

Miał już część przedmiotów. Teraz należało wymyślić gesty. Zaczął się zbliżać do obozowiska.

Współtowarzysze zauważyli bądź nie zauważyli, że anioł zniknął w lesie. Ale z pewnością musieli zauważyć jego powrót - najpierw z otchłani gaju wyłoniła się delikatna, blada, niebiesko-biała poświata, następnie lśniące, białe skrzydła, a za nimi Auriel.

Usiadł przy palenisku, jak wcześniej, i oparł znów włócznię o drzewo. Wziął do ręki jeden kamyczek i zaczął się nim leniwie bawić - obmyślał gesty.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
SamboR
Yeovick Immershwitz



Dołączył: 13 Wrz 2005
Posty: 399
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Steinau an der ODER

PostWysłany: Nie 18:16, 09 Mar 2008    Temat postu:

Czerwonobrody

Krewkiemu krasnoludowi nie podobało się ich położenie. Rozbijamy się na polance, łatwo nas tu dopaść, otoczyć i wyrżnąć jak prosięta. Do tego nic nie buja, nie czuć wiatru, ani słonego zapachu morza. "Do kroćset!" - mruknął do siebie. "Jeszcze ten zielony się wszędzie kręci, psowa powietrze." - z rosnącą nienawiścią spoglądał spode łba na orka. Wreszcie splunął w jego stronę, wstał z wilgotnej ziemi, na której dotychczas siedział i ruszył w stronę panicza.
"Hej, nie wiem jak u was szczury lądowe, ale na pokładzie to były wachty, coby żaden klabater figli nie odprawiał. Do rana daleko, koni nie ma, a bandyci zapadli w las, i ni cholery, jechał ich sęk, psiekrwie, nosa nie wyściubią, póki nie pośniemy. Więc w naszym ynteresie jest, aby ktoś wartę trzymał i nad życiem reszty czuwał. Wiecie, no, tak w razie w. To jak będzie? Jakie wachty wyznaczamy i po ile?" - krasnolud, szeroko gestykulując, zamachując się ręką zakończoną hakiem wyłożył swój punkt widzienia, zwracając się to do Eliana, to do rosłego maga, czy tego śmiesznego gwardzisty. "A rano byśmy wytropili tę bandę zasrańców i spuścili im manto, aye? Nasz skrzydlaty przyjaciel" - tu z pewną dawką ironii przemieszanej z zabobonnym szacunkiem, Czerwonobrody potarł podbródek i skinął na siedzącego przy ogniu anioła - "mógłby chyba dać namiar na nich z niebios. To jak? HĘ?"
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pokrzyk
Pokrzyk - Druid



Dołączył: 12 Wrz 2005
Posty: 346
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Hę? o_O

PostWysłany: Nie 23:24, 09 Mar 2008    Temat postu:

Siedział przy ogniu, kiedy nagle niski człowieczek zaczął bardzo dosadnie wyrażać swoje zdanie. Machał w tym samym czasie rękami dokładnie w taki sam sposób, jakby chciał rzucić jakieś zaklęcie... Dodatkowo splunął na ziemię, jakby używał do wykonania czaru swojej własnej śliny. To wszystko intrygowało anioła.

- Hej, nie wiem jak u was szczury lądowe, ale na pokładzie to były wachty, coby żaden klabater figli nie odprawiał. - zaczął mówić do młodego panicza. - Do rana daleko, koni nie ma, a bandyci zapadli w las, i ni cholery, jechał ich sęk, psiekrwie, nosa nie wyściubią, póki nie pośniemy. Więc w naszym ynteresie jest, aby ktoś wartę trzymał i nad życiem reszty czuwał. Wiecie, no, tak w razie w. To jak będzie? Jakie wachty wyznaczamy i po ile?
Auriel nie zrozumiał z jego wywodu ani słowa.
Jakie wachty? Jakie odprawianie figli? Jaki sen w ogóle?! W dodatku duże nagromadzenie ostrych jak brzytwa wyrazów raniło wrażliwy słuch wysłannika niebios.

- A rano - kontynuował niski człowieczek - byśmy wytropili tę bandę zasrańców i spuścili im manto, aye? Nasz skrzydlaty przyjaciel - tu Auriel zwrócił szczególną uwagę na słowa towarzysza podróży - mógłby chyba dać namiar na nich z niebios. To jak? HĘ?
Nie do końca wiedział, czy miał odpowiedzieć na owo "hę", zadane przez głośnego mężczyznę. Powoli, w skupieniu analizował wszystkie usłyszane słowa.

Mimo iż z zejściem na ziemię miały wiązać się pewne ułomności, anioł zauważył, że nie utracił zdolności logicznego myślenia. Skorzystał więc z tej wcale nie anielskiej umiejętności.

bandyci zapadli w las, i ni cholery, jechał ich sęk, psiekrwie, nosa nie wyściubią, póki nie pośniemy - z tego wynikało, że ci, którzy napadli drużynę, schowali się gdzieś w gęstwinie i czekają na sposobność do zaatakowania. Krzepki człowieczek chciał wykorzystać Auriela do tego, aby szybciej wytropić owe "psiekrwie" i konie, które prawdopodobnie one mają.
w naszym ynteresie jest, aby ktoś wartę trzymał i nad życiem reszty czuwał - czuwać nad życiem reszty... Zadaniem anioła było czuwać nad życiem Istoty. Nie czułby się na siłach, aby opiekować się całą drużyną. Poza tym... każdy z nich powinien mieć własnego anioła stróża. Jeśli nie ofiarowanego, to przydzielonego przez bogów. Dlaczego więc żaden z nich nie miał swojego Niebieskiego Opiekuna? Czy nikt z nich nie wierzył w bogi, anioły i demony?
A rano byśmy wytropili tę bandę zasrańców i spuścili im manto - dlaczego mieliby odszukiwać "bandę zasrańców" i "spuszczać im manto"? Czy to nie podchodziło pod pojęcie "zemsty"? Dlaczego mieliby się mścić? Tylko po to, aby odzyskać konie? Natura tych stworzeń nie jest zbyt skomplikowana - jeśli od zawsze były hodowane w zamknięciu, w stajni, to na pewno będą chciały wrócić do tego miejsca. Konie doskonale zapamiętują drogę. Wystarczyłoby im jedno przejście, aby móc łatwo odnaleźć drogę powrotną. A anioł wnioskował, że skoro ludzie, którzy wypożyczyli im stworzenia, mieszkali w tej okolicy, to na pewno treserzy prowadzili je przez te ostępy w celu treningu. Istniała więc duża szansa, że konie starały się wrócić do brodu na Ashabie... Oczywiście taka ewentualność wchodziła w grę tylko wtedy, gdy był chociaż cień szansy na to, że bandyci nie zabrali wierzchowców. A taki cień istniał: konie zostały wystraszone przez napastników, więc, spłoszone, uciekły w różne kierunki. Bandyci zostali odparci raczej w jedną stronę i jako w miarę zorganizowana grupa - poza tym pewnie gdzieś niedaleko był ich dom. Skoro niedaleko był ich dom, to pewnie poszli do niego. A konie... z tego, co zaobserwował anioł, raczej nie uciekały razem z bandytami - wręcz przeciwnie: biegły wszędzie tam, gdzie napastników nie było. Skąd więc podejrzenie, że "banda zasrańców" czy "psiekrwie" zabrały wierzchowce?
Anioł długo rozmyślał i chętnie podzieliłby się swoimi refleksjami z innymi towarzyszami podróży, a szczególnie z Istotą, ale nie bardzo wiedział, jak ma to zrobić... Siedział więc dalej przy ogniu i wpatrywał się w jego jasne, spokojne, dające poczucie bezpieczeństwa języki. Czuł pewne podobieństwo między płomieniami i jego skrzydłami: obie te rzeczy dawały spokój i właśnie to poczucie bezpieczeństwa...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
RevaN




Dołączył: 24 Lis 2006
Posty: 75
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 0:46, 16 Mar 2008    Temat postu:

bez prowiantu i na suchej ziemi. Nie raz spało się w gorszych warunkach na moczarach, czy w górach, polując na dzikie zwierzęta. Znalazł sobie miejsce pod pniakiem drzewa, umościł sobie, topór położył obok i obolały runął na posłanie. Nie trwało to kilka chwil, zanim zasnął, jednak przed snem odparł, aby obudzili go na końcową wartę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pokrzyk
Pokrzyk - Druid



Dołączył: 12 Wrz 2005
Posty: 346
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Hę? o_O

PostWysłany: Nie 9:51, 16 Mar 2008    Temat postu:

Zastanawiała go postać zielonego śmiertelnika.
Podczas walki wpadł w szał. Był nieobliczalny. Wydawało się, że czuł w ogóle bólu i że zaczął on mu doskwierać dopiero, gdy się położył.

Nie wydawał się szczególnie przyjemny - anioł wolał zdecydowanie towarzystwo rozgadanego i bardzo ekspresywnego małego człowieczka. Ten zielony olbrzym wydawał mu się zbyt ponury. Jakby tylko szedł z nimi po to, aby zabić ich potencjalnych wrogów. Bez osobowości. Bez szczególnych cech wyróżniających. Może poza wielkim toporem i zieloną skórą.

Niski człowieczek miał charakter - miał jakieś cechy, które go zdradzały. Wypełniał sobą przestrzeń grupy, a jego dusza była częścią składową duszy całej grupy. Hm... może ten zielony nie miał duszy?! Ale to byłoby dziwne...
Podobnie Shalael - on też miał osobowość. Anioł wiedział o niej, bo jej doświadczał, bo ją czuł. Choć jego Istota była również raczej małomówna, to jednak miała pewne cechy znaczące.

Auriel uważnie przypatrzył się potężnemu, muskularnemu mężczyźnie o skórze barwy soczystych liści buku.
Spójrzmy w jego serce... - szepnął do siebie w duchu.
W tym momencie otworzyły się oczy jego anielskie i począł widzieć emocje i uczucia otaczających go towarzyszów.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
SamboR
Yeovick Immershwitz



Dołączył: 13 Wrz 2005
Posty: 399
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Steinau an der ODER

PostWysłany: Nie 21:29, 16 Mar 2008    Temat postu:

Czerwonobrody

Krasnoluda wyraźnie drażniła obecność orka. I jeszcze ta skrzydlata pokraka, której chyba jęzor wyrwali. Trzeba to będzie sprawdzić ... Przez moment krasnolud miał ochotę sprawdzić, czy chociaż ten dziwny, jasny człowiek potrafi wyć z bólu. Szybko jednak zarzucił pomysł. Anioł nie wyglądał na majętnego. Wobec tego, jak i deklaracji zielonoskórego, krasnolud rozsiadł się przy ognisku, zamierzając obrać pierwszą wartę.
"Aye, to ja postróżuję, a wy poczywajcie... kompanioni." - ostatnie słowo Czerwonobrody niemal wypluł.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:    Zobacz poprzedni temat : Zobacz następny temat  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Wyprawa Do Zaginionego Miasta Strona Główna -> Misja Dyplomatyczna [Savriti] Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 4 z 6

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Regulamin